wtorek, 11 października 2016

O pewnym małopolskim Dworku

Czasami "scena", na której zespół ma "się rozłożyć" wciśnięta jest róg sali i współdzielona z uczestnikami imprezy. Innym razem są dwie sale - jedna przeznaczona do spożywania posiłków i prowadzenia dyskusji, druga do tańczenia. Jeszcze innym razem jest za ciasno, mimo iż w umowie jasno określamy, że potrzebujemy pewne minimum przestrzeni, aby uzyskać odpowiedni efekt i zrobić show na dobrym poziomie. Bywa też dobrze, niezależnie od tego, czy sala jest osobna, czy współdzielona - i my i Goście mamy dla siebie odpowiednią ilość miejsca.

Występują także w przyrodzie miejsca bardzo nietypowe, które mimo tego, że widzieliśmy już w naszym muzycznym życiu wiele, są w stanie nas zaskoczyć... i to z różnych powodów, których choć byśmy siedli i zaczęli myśleć - nie wymyślilibyśmy ;).
W tym sezonie takim miejscem okazał się pewien małopolski Dworek. 
Podjechaliśmy na miejsce i co się okazuje? Miejsce dla zespołu jak i dancefloor znajduje się w namiocie. Był początek sierpnia, upał. Przyszła jakże płytka refleksja - no... grubo. Rozkładamy, zaczynamy, wesele nabiera tempa.

W końcu po paru godzinach przychodzi zmrok i rzec by się chciało - czar prysł... Zachodzi słońce, kawa i herbata szybko stygną, instrumenty strunowe na skutek spadku temperatury, nie trzymają stroju, ponadto pokrywają się wilgocią (dotyczy także i pozostałych instrumentów). Marzną ręce, więc spada komfort gry. Ok., nikt nie mówił, że zawsze ma być ciepło i sucho, więc nic się nie dzieje.
Gwoździem programu okazuje się być pewien inny zewnętrzny czynnik... 
Mianowicie zapach, który dochodzi do układów oddechowych wszystkich uczestników biesiady. Nieopodal Dworku usytuowany jest niejaki zakład (z tego co później udało się ustalić - produkcyjny), wyrzucający w atmosferę produkty uboczne, towarzyszące procesowi produkcji. Po raz drugi w tym momencie przychodzi płytka refleksja, której w tym miejscu nie będziemy powielać ;).



Po zakończeniu wesela przysiadła się do nas na chwilkę Pani Młoda, z którą ucięliśmy pogawędkę,
i która również wyraziła, podobną do naszej, refleksję na temat odczuwania przez zmysł powonienia.


No cóż... życzymy wielu kontraktów menegmentowi lokalu, bo takie jest jego zadanie - aby sprzedać, jednak niepełna szczerość podczas zawierania kontraktu na dłuższą metę nie będzie dobrze rokowała na przyszłe opinie uczestników-internautów o owym małopolskim Dworku.

Tym niemniej uwieczniliśmy w tym dziwacznym miejscu swój występ ;)



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Wesele w Folwarku Zalesie - wracamy tam, jak bumerang :-)

Trzecie impreza, a miejsce jedno. Wniosek => coś w tym musi być :) Folwark Zalesie - Wesele Grajów (małopolska). 
Sympatyczne miejsce, patrząc od strony zespołu - jest wystarczająco przestrzeni na swobodne rozstawienie sprzętu, a także i dla zaproszonych Gości - dwie sale, delikatnie przedzielone, a i jedni i drudzy mają ze sobą kontakt. 
Nie bez znaczenia jest baza noclegowa i przemiła obsługa. Z zadaszonego tarasu przed lokalem rozpościera się malowniczy widok na okoliczne pasmo Beskidów. 



Uhhh... jedyny, troszkę może naciągany minus, jaki przychodzi do głowy, to podjazd pod górkę na ostatnim fragmencie (nachylenie 8%), co porą zimową może sprawić kłopot, poza tym miejsce jak z bajki.


Gorąco polecamy Folwark Zalesie jako miejsce do organizacji wesela. 
(ps. oczywiście subiektywnie :) ).

czwartek, 23 czerwca 2016

Rosół weselny - fakty i mity - jak to mówią ;)

Tytułem obszerniejszego wstępu... (kolejny akapit będzie dopiero obiektywny i na temat, więc za scrollowanie tekstu pierwszego akapitu nie obrażamy ;) ). 

 Jak co sobotę... pakujemy busa i jedziemy.. na dłuższej trasie zaczynamy się wiercić w naszym AnkaBusDrajwerze po godzinie jazdy... No to daleko jeszcze? Ale.. daleko jeszcze? Gdzie może leżeć Zasiedmiogórogód ? Za siedmioma górami... to dość daleko ;). [przyp. Shrek] 
W końcu dojeżdżamy, rozpakowujemy, montujemy i ustawiamy. Potem już z górki - próba akustyczna i oczekiwanie na Wasze wejście. Przywitanie, głośne i gromkie sto lat sto lat, życzenia, kwiaty, koperty i pocałunki w policzek, jeśli nie było tego pod kościołem lub urzędem. 
I w końcu jest ta chwila, że wszyscy odnaleźli swoje miejsca, zasiedli przy stołach - nawet ci, którzy palą papierosy i obsługa zaczyna roznosić wazy lub gotowe porcje pierwszego dania obiadowego. 
W zespole chwila napięcia - będzie Rosół, rosół - nie Rosół, czy też może odrobina szaleństwa na początek i alternatywa? Z nadzieją obstawiamy, że będzie Rosół albo alternatywa,nikt nie obstawia rosołu, bo to opcja trzecia, najgorsza... 
Oprócz ponad trzystu obiadów domowych, spożywamy około 50 obiadów na imprezach, dlatego właśnie "rosół - nie Rosół" uplasował się na mało zaszczytnej, ostatniej pozycji. Gdy zasiadając przy stole, widzimy ustawiony przy miejscu każdego biesiadnika talerz z makaronem, zieleniną i czasami pokruszonymi kawałkami kurczaka, wiemy już, że alternatywy nie będzie :). Wzrasta napięcie, bo prawdopodobieństwo, że będzie Rosół - wzrasta również... Statystyka jednak bardzo ostrożnie warunkuje nasze "obstawianie" pyszności rosołu - nie Rosołu. Zwykle mianem prawdziwego Rosołu możemy określić jakieś 10% rosołów, które mamy sposobność degustować. Może w tym momencie... Taka refleksja i chwilowe zadumanie. 

A właściwie dlatego padło na rosół? Powszechnie się utarło, że rosół na weselu jest to "el clasico" polskich stołów. Oprócz tego jest odmianą międzynarodowej „chicken soup”, jest także kanonem polskiego menu obiadu weekendowego. A że coraz częściej goście z zagranicy pojawiają się na weselach (otwarte granice Europy są rzez nas odczuwalne) to o podniebienia cudzoziemców możecie być spokojni. 

Czego zatem nam brakuje w tym rosole - nie Rosole? Odpowiedź jest banalnie prosta. Prawdziwego, naturalnego smaku – podobnego jak w rodzinnym domu, w którym nasze mamy, a już na pewno babcie, celebrowały gotowanie niedzielnej zupy w postaci rosołu! 
Polewki, które szumnie nazywane są „rosołem” to w zdecydowanej większości jedynie wywary gotowane na kostce rosołowej Pana Knorra lub innego dżentelmena Winiary, jeszcze inne przesycone, niczym zdjęcie z Photoshopa, przyprawą w płynie (do zup, sosów i sałatek). 
Jeśli zobaczycie na weselu rosół w kolorze brązu, to na bank będzie to „coś” z butelki lub instant. Gościom z racji grzeczności raczej nie wypada komentować, ale i tak każdy swoje ma w głowie. 
A my mamy boga i możemy jechać po całości:)


Coraz częściej w lokalach możliwe są degustacje menu, które kuchnia Wam będzie serwować podczas Waszej uroczystości. Warto o to zapytać i umówić się na degustację, wtedy będziecie wiedzieć więcej. 
Prawdziwy Rosół to Rosół nieoszukany, wywar gotowany na trzech rodzajach mięsa i bukiecie warzyw, bez kostek smakowych, maggi, soli i innych specyfików nadrabiających prawdziwy smak! (Subiektywnie - czasami dla lubiących "na ostro" szczypta pieprzu byłaby możliwa do dodania...). 
To Rosół, którego nie trzeba specjalnie doprawiać, bo nalany z wazy lub podany w porcjach jest wyśmienity! Zwróćcie na to uwagę, bo to nie jest nasz kaprys i wybrzydzanie, tylko szczera prawda poparta bogatym doświadczeniem.

poniedziałek, 9 maja 2016

Pierwszy taniec… jaki utwór wybrać?


Dla jednych jest to temat na tuż po ustaleniu terminu wesela, dla innych „na ostatnią chwilę”… Tak czy inaczej, prędzej czy później, każdy z Was będzie się musiał zmierzyć z zagadnieniem, jakim jest wybór odpowiedniego utworu na pierwszy taniec podczas własnej uroczystości weselnej.
Czy muzyka Wam w tańcu nie przeszkadza, czy będziecie liczyć pod nosem kroki skrzętnie ukrywając się przed bacznym okiem operatora kamery czy fotografa, czy będzie to wolny przytulaniec, czy luźny, przypadkowy kawałek… a może wręcz odwrotnie – jesteście świetnymi tancerzami i wręcz czekacie na ten swoisty „gwóźdź” programu…? nie ma możliwości, aby pominąć na weselu ten punkt programu .
Nie taki diabeł straszny, jak go sobie wyobrażacie…
Z pomocą na pewno mogą przyjść Goście weselni, których prowadzący imprezę może zaprosić, aby utworzyli wokół Was okrąg… Z pomocą może przyjść „ciężki dym”, którym coraz więcej lokali (lub zespołów) dysponuje, a który to skrzętnie zadymi Wasze stopy…
A jeśli jesteście świetnymi tancerzami – hulaj dusza, piekła nie ma .
W naszej kilkunastoletniej działalności eventowo – weselnej widzieliśmy niejedno… Czasem show był taki, że aż zapierało nam dech w piersiach, innym razem lekko uśmiechaliśmy się pod nosem, trzymając kciuki za naszych milusińskich, aby nie podeptali sobie nawzajem butów.

Wśród propozycji pierwszych tańców, najbardziej przypadły nam do gustu poniższe….
I z  ręką na serduchu, szczerze te propozycje Wam poddajemy pod rozwagę…


Simply Red - If You don't know me by now

Dirty Dancing - Do you love me

Tomasz Karolak - Zabiorę Cię

Krzysztof Krawczyk - Za Tobą pójdę jak na bal

Maanam - Kocham Cię kochanie moje

wtorek, 26 kwietnia 2016

Event Studencki - Chorzów, Marysin Dwór

Całkiem sympatyczne miejsce - Marysin Dwór w Chorzowie.
W kwietniu mieliśmy przyjemność zagrać na imprezie organizowanej przez Samorząd Studencki Uniwersytetu Śląskiego w Parku Śląskim w Chorzowie.
Krótki foto - reportaż z tego wydarzenia poniżej.
Serdecznie pozdrawiamy! (autor zdjęć: Grzegorz Adamek)











środa, 9 marca 2016

Alternatywna biżuteria - MARKLE



Tym razem coś z innej beczki. Biżuteria. Ot taka, własnoręcznie wykonywana, nie raz na zamówie… Markle, to solidna firma, która od kilku lat jest obecna na lokalnym i regionalnym rynku śląskim i szerzej - internetowym.

Autorka tych przepięknych cud i cudeniek pisze tak:

„Przepis na piękną, oryginalną i wyrazistą biżuterię, którą wykonuję specjalnie DLA CIEBIE. Staram się tworzyć wszystkie nowe projekty z wyczuciem smaku, ogromną pasją i zaangażowaniem. Wiem, że lubisz się czuć piękna, seksowna i wyjątkowa, dlatego radość w twoich oczach, kiedy przymierzasz moje kolczyki, bransolety czy naszyjniki jest dla mnie największą nagrodą. Wykonuję biżuterię z filcu, sznurka, rzemyka, materiałów, ceramiki, koralików i cały czas szukam nowych pomysłów, nowych inspiracji. Wszystko, po to, byś poczuła się usatysfakcjonowana.”

Pomysł i całe przedsięwzięcie pt. MARKLE wydał nam się na tyle znakomity i nietuzinkowy, że zasłużył na miano w naszej ramce blogowej „godne polecenia”.

piątek, 4 marca 2016

Zespół czy DJ? Temat obowiązkowy na każdym blogu około-weselnym, czy temat zdartej płyty ?


Artykuł zdartej płyty, czyli temat rzeka i temat, bez którego żaden blog ocierający się o tematykę weselną nie może się obejść…
DJ CZY ZESPÓŁ…. Oto jest pytanie!

Temat zdaje się być wyświechtany, jak płachta na byka po dekadzie korridy ;).
Trudno się nie zgodzić.
Cały ten dyskusyjny ambaras powinien być oparty (a w zdecydowanej większości nie jest)
o dwie, zasadnicze kwestie… po pierwsze – primo - że nazywają się zespołami duety, tercety (jak kto woli tria), często i kwartety i równie niewłaściwe kwintety, jak i inne większo - osobowe formacje.
Po drugie (– primo – a jakże…), że nazywają się zespołami nawet i sekstety i wyższe, które mają w swoim składzie np. cztery instrumenty dęte i dwa wokale…

No moi Kochani… co to za ściema?
Zespół zarówno instrumentalnie jak i ilościowo, musi się zgadzać. Nie da się pewnych muzycznych kwestii przeskoczyć. Zespołem jest np. Lady Pank, Bon Jovi, Iron Maiden, Czerwone Gitary, The Beatles, Skaldowie, Kult, Nirvana, Pectus, Hey… i tak można wymieniać i wymieniać…
Co ich charakteryzuje? Ano, oprócz odpowiedniej ilości osób, tworzących skład, (choć jest to najbardziej względny wskaźnik, już równy lub większy od trzech osób może dobrze rokować), także i odpowiednie instrumentarium, które umożliwia odegranie muzyki 100% live, a więc przede wszystkim podstawowa sekcja rytmiczna – perkusja i bas, tło i solówki, a więc gitara i instrumenty klawiszowe i w końcu główny wokal plus chórki, pod postacią wcześniej wymienionych instrumentalistów lub dodatkowych osób.
Mając na uwadze powyższy akapit, możecie śmiało kwalifikować pojęcie „Zespół 100% live”.

W odwiedzanych przez Was witrynach Zespołów z prawdziwego zdarzenia, jak i zespołów, które śmiało się takimi nazywają, ale jednak im dużo brakuje… warto, byście zwrócili szczególną uwagę, zarówno na ilość członków zespołu, jak i na instrumentarium, które reprezentują.

Samo pojęcie „live” wyrwane z kontekstu, także może być prawdą! Bo czyż duet, trio czy kwartet, składający się z gitarzysty, klawiszowca i dwóch gitarzystów, czy też kwartet składający się z dwóch klawiszowców i dwóch wokalistów… wokalisty, dwóch dęciaków i gitarzysty, etc.. nie może grać live? Może, ba! Gra live! Tylko brakuje tego 100 %!

DJ natomiast, to świetna alternatywa dla osób, dla których poznany przed weselem repertuar Zespołu to za mało… Którzy chcą usłyszeć na swoim weselu każdy kawałek, który przyjdzie im do głowy podczas imprezy, a o którym niekoniecznie musieli poinformować wcześniej Zespół… (aby mógł się do niego przygotować).
DJ nazywany jest przez nas potocznie „szafa grająca” i tu ma nad nami przewagę w pewnym sensie, że może odtworzyć utwór, którego nawet nie ma na liście, ściągając go przez Internet i świetnie bawić przy tym Gości (darmowe wi-fi odgrywa rolę).
DJ podobnie jak my, powinien być zaopatrzony w efekty miłe dla oka, czyli efekty świetle i wytwornicę dymu, to niewątpliwie nadaje charakteru oprawie muzycznej wesela. Mamy tę przewagę, że wiemy, że często tak nie jest!

Co nas różni?
Energia i specyfika imprezy.
Raczej trudno o Zespół i jego energię (akcja – reakcja, cytując artykuł……) podczas zwykłej dyskoteki.
U DJ raczej łatwo.
Trudniej DJ-owi o uzyskanie większej energii od Gości niż Zespołowi…
Z całym szacunkiem dla DJ’ów…ale nsze rozumienia pojęcia „żywioł”, czy zabawa” różnią się na maxa.
DJ jest odtwórcą, my jesteśmy jednocześnie odtwórcą i tworzywem. (Kto oglądał „Rejs” temu być może skojarzenie wyda słuszne… można być jednocześnie twórcą i tworzywem).
Ty odtwarzasz i komentujesz, My odtwarzamy i czujemy to całym składem.
Jakiś kontr-argument?
Zapraszam do komentarzy.